Dania ma około 170 dni deszczowych rocznie. Może dlatego właśnie tam, w 2012 roku, powstała marka Rains, która zmieniła podejście do kurtek przeciwdeszczowych. A kiedy w testach 2025/2026 Arc’teryx regularnie ląduje na pozycji „premium pick” (OutdoorGearLab, Switchback Travel), warto zapytać: czym tak naprawdę różnią się te luksusowe modele od masówki za 200 złotych?
Prawda jest prosta. Lepsze materiały, które wytrzymują lata. Rzemiosło, które widać w wykończeniach. Serwis posprzedażowy, który naprawdę działa. Design, który nie wychodzi z mody po sezonie. I najważniejsze: dłuższy cykl życia produktu, co w 2025 roku przestało być tylko hasłem ekologicznym, a stało się po prostu rozsądnym wyborem.
W Polsce widzę coraz więcej osób w Barbourach i Burberry na ulicach Warszawy czy Krakowa. Rains zagościł w miejskich stylizacjach. Arc’teryx noszą nie tylko miłośnicy gór. To efekt zmiany myślenia: wolę kupić raz dobrze niż trzy razy tanio.
W kolejnych częściach przejdziemy przez historię marek, które to zdefiniowały, przedstawię top 5 (od heritage po performance), omówimy materiały i technologie, pokażę stylizacje na różne okazje. I tak, porozmawiamy też o cenach oraz pielęgnacji.
Historia i dziedzictwo
Historia rozpoczęła się w 1823 roku, kiedy Charles Macintosh opatentował w Glasgow rewolucyjną wtedy „rubberised fabric”. Tkanina powlekana gumą dała początek terminowi „mackintosh” (lub potocznie „mac”), który do dziś funkcjonuje w Wielkiej Brytanii jako synonim płaszcza przeciwdeszczowego. Fabryka w Manchester szybko ruszyła z produkcją, ale materiał miał wadę: był sztywny i cuchnął.
Przełom przyszedł w 1879 roku, gdy Thomas Burberry wynalazł „gabardine”, wytrzymały, szczelnie tkany materiał. Jego Tielocken z tego samego roku to przodek słynnego trench coata, który zadebiutował na polu bitwy podczas I wojny światowej (1914-1918). Oficerowie nosili go w okopach, stąd nazwa „trench”.
Z kolei Barbour wystartował w 1894 roku z olejowanym płótnem („oil cloth”), szybko przechodząc na „waxed cotton”. Od rybaków z północy, przez motocyklistów w latach 30.-50., aż po kultowy model Beaufort z 1983 roku, marka budowała swoją legendę.
Ewolucja
XXI wiek przyniósł nowe rozdanie. W 2007 roku japońska firma Yagi Tsusho przejęła Mackintosh, dając mu drugie życie. Około 2010 roku pojawił się Stutterheim, a w 2012 duńskie Rains, które świetnie wpisały się w miejski minimalizm. Lata 2020. to z kolei sustainability (PFC-free DWR!) i gorpcore. Funkcja pozostała, ale teraz chodzi też o estetykę i odpowiedzialność.
Top 5 marek
Wybrałam marki, które łączą dziedzictwo z innowacją albo minimalistyczną precyzją. Każda ma swój niepowtarzalny język.
Barbour – od 1894 roku synonim „waxed cotton”, tkaniny nasączonej woskiem, która wymaga rewaxingu co 12-18 miesięcy. Ikona? Beaufort z 1983 roku, nadal szyta w South Shields. Co fascynujące: firma naprawia ponad 60 tysięcy kurtek rocznie i ma trzy królewskie warranty (1974, 1982, 1987). To nie tylko odzież, to dziedzictwo, które się konserwuje.

Burberry – twórca gabardine od 1879 roku. Ich trench coat to symbol I wojny światowej i współczesnego „quiet luxury”. Wysoka wartość re-sell (niektóre vintage modele drożeją) potwierdza, że to inwestycja, nie zakup.

Mackintosh – wynalazca „rubberised fabric” (1823), marka istnieje od 1824. Klasyczny „mac” to po prostu przepuszczony przez kauczuk bawełniany płaszcz. Od 2007 należy do japońskiej grupy Yagi Tsusho, co tłumaczy ogromną popularność w Tokio.

Rains –
